Włochy: chorzy umierają w samotności, bez sakramentów

„Dziś bardzo często powtarza się to piękne zdanie: wszystko będzie dobrze. Ale nie wolno zapominać, że dziś bynajmniej nie jest dobrze. Tylko Pan Bóg trzyma nas w swoim ręku” – mówi poproszony o komentarz do epidemii ks. Pasquale Pezzoli.

ks. Pasquale Pezzoli. Jest on proboszczem w Bergamo, mieście najbardziej dotkniętym przez plagę koronawirusa. Zakażonych już tam zostało niemal 4 tys. osób. W ciągu jednego tylko tygodnia odnotowano 330 zgonów. Brakuje miejsc w szpitalach, a w szczególności na intensywnej terapii. Zorganizowano więc szpital polowy. Swoich lekarzy przysłało też wojsko. Infekcje nie oszczędzają też bowiem personelu medycznego.

Księża nie mogą spowiadać umierających, a nawet udzielić sakramentu namaszczenia chorych. Zabronione są ceremonie pogrzebowe. Ludzie odchodzą w samotności i są grzebani bez pożegnania przez bliskich. O dramacie Włochów pisaliśmy w artykule:

Księża śmiertelnymi ofiarami koronawirusa

Miasto i tak nie nadąża z pogrzebami. Kostnice są pełne. Otwarty na nowo kościół cmentarny zapełnia codziennie 40 trumien. Jak pisze dziennik Bergamonews chorzy umierają bez pożegnania i tak też, w pośpiechu i niemal potajemnie, są chowani. Jak mówi ks. Pezzoli jest to jeden z najboleśniejszych aspektów tej klęski. Bo nawet kapłanom nie wolno udzielać umierającym sakramentów.

Ks. Pezzoli: najboleśniejsze jest to, że nie możemy towarzyszyć umierającym.

„Wczoraj dokonałem bilansu ofiar wśród wiernych mojej parafii. Przez 10 dni zmarło 10 osób. To stanowczo za dużo. W wielu przypadkach koronawirus był dodatkową przyczyną zgonu. Najboleśniejsze jest w tym wszystkim to, że nie możemy towarzyszyć umierającym, że nie możemy iść do nich z sakramentami, bo wielu umiera w szpitalach, a tam nie można ich zaopatrzyć – powiedział Radiu Watykańskiemu ks. Pezzoli. – Nie możemy też sprawować pogrzebów. Bardzo nam tego brakuje, bo to oznacza, że nie można pożegnać umarłych, nie można uczestniczyć w bólu ich krewnych. Jest to wielkie cierpienie. Bardzo mocno uderzył mnie jeden przypadek syna, który towarzyszył umierającej matce, ale nie mogąc sprowadzić do niej kapłana, sam jej pobłogosławił, jak nam zalecił w tych trudnych czasach nasz biskup. Człowiek wierzący odkrywa zatem, że może być błogosławieństwem dla innych, przede wszystkim poprzez modlitwę, a także, kiedy jest możliwe, poprzez konkretną bliskość.“


źródło: Krzysztof Bronk, Vatican News


« 1 »

reklama

reklama

reklama

reklama